niedziela, 2 kwietnia 2017

Nie cierpię pisać informacji ;'))



Hej hej

       No więc tak, cały biznes blogowy się posypał, mam wrażenie, że nie tylko u mnie. Nie mam ochoty tu nic więcej wstawiać, tą dziwną historię o Indianach wymyśliłam tak na szybko i w sumie bez weny, żeby tylko było jakieś romansowe, żeby ktoś czytał he he. Opowiadanie miało się potoczyć tak, że Kiara i Raven błąkają się po Rio de Janeiro (bo dopłyną tam jakąś łódką czy whatever), potem zostają rozdzieleni, bo Kiara wsiada na statek i rozpoczyna wesołe życie w Londynie.
       Po latach, gdy Kiara jest super znaną piosenkarką, spotyka się z dawnym koleżką i on najpierw miał ją okraść, a później przez przypadek wciągnąć w swoje niebezpieczne życie ulicznego bandziora, grr, badboye tacy romantyczni.

       Także rzeczą, do której zmierzam, jest fakt ostatecznego opuszczenia bloga. Jakby... to już się stało, bo ostatni post był kilka miesięcy temu. Cały czas się pilnowałam, że "O, Nati, masz jeszcze post do dokończenia", ale nie wyszło. 
       Piszę tę notkę, bo chce jeszcze się zareklamować hehe. Założyłam konto na wattpadzie i tam się teraz przeniosłam ^^ Więc jeśli myślicie, że porzuciłam blog bo otworzyłam wattpad to macie racje.

       Dlatego jeśli ktoś chce mnie jeszcze widzieć to: https://www.wattpad.com/user/natalith_

Wiele tam nie ma, od razu mówię, bo dopiero próbuję się tam odnaleźć ;D


       Jak ktoś przyjdzie to napiszcie, że jesteście z bloga, dam wam od razu jakieś follow czy coś. I jak chcecie coś do mnie napisać (idk po co) to będę odpisywać w komentarzach etc. Mam jutro trudny spr z historii, ale tak mi się nudzi przy uczeniu tego xD


No to chyba muszę powiedzieć cześć
See you on wattpad
Adios
Natalia




FRAGMENT NOWEJ HISTORII
której tytułu nawet nie jestem pewna ^^


       Raz. Dwa. Trzy.
       Na lustrze pojawia się para.
       Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć.
       Szybkie, ciepłe oddechy odbijają się na szkle.
       Raz. Dwa... Co było dalej?
       Cisza. Dookoła tylko powietrze, pierś unosząca się jak przy użyciu pompki i dudniące serce.
       Patrzy na siebie. Lustro pokazuje całą, wyraźną, ostrą prawdę. Obraz nie będzie rozmazany.
       Nazywa się Heavy. Właśnie wyszła spod prysznica. Okryła się kremowym ręcznikiem w słoniki.        Dygocze z zimna, lecz nie ma chęci, aby się osuszyć.
       W łazience palą się tylko lampki przy lustrze. Jest chyba 4 w nocy. Heavy jest sama.
       Stoi twarzą w twarz ze swoją twarzą. Spoglądają na nią ciemne jak dwa kasztanki oczy. Nie, chwila. To ona na nie spogląda.
       Ale co to? Kasztany chyba wpadły do wiadra z wodą, wydają się jakieś wilgotne.
       Na policzkach dziewczyny widać czarne ślady od rozmazanego tuszu. Heavy ogląda swój odsłonięty dekolt i barki. Wygląda żałośnie. Jest żałosna.
       Ściąga powoli powieki, czując ból i pieczenie. Zaciska oczy do samego końca.

       - Aero!
       - Biegnij Heavy, biegnij!
       - Dlaczego nie możesz zwolnić?
       - Już niedaleko Heavy, chodź!
       Mężczyzna skręca w boczny zaułek. Heavy zaciska usta i napina wszystkie mięśnie, aby go dogonić. Już jest przy rozwidleniu. Jej ciało nabiera rotacji. Z rozpędem wpada w szczelinę.
Stop! Gwałtownie hamuje pod wpływem jakiegoś czynnika. Wpada na coś. Aero. Trzyma ją w pasie i nie pozwala ruszyć dalej. Wymieniają się uśmiechami, sapiąc przy tym ciężko.
       - Teraz – dyszy chłopak – powoli do celu.
       Heavy śmieje się odsłaniając zęby. Mężczyzna ciągnie ją za rękę. Na jego dłoni spoczywa czarna badana, ukrywająca pod swoją powierzchnią biegnące wzdłuż ramienia żyły. Dziewczyna na swoim nadgarstku nosi bardzo podobną tylko, że w kolorze bieli.
       Uliczka, którą idą, ma zaledwie po kilka metrów długości i szerokości. Na wschodniej ścianie znajdują się drzwi. Aero uśmiecha się pod nosem, skręca w prawo, chwyta za klamkę i całym ciałem opiera się o skrzydło.
       Heavy najpierw widzi ciemność. Wchodzi do środka, podczas gdy jej chłopak przytrzymuje drzwi. Te już po chwili zamykają się z głuchym świstem, jakby całe pomieszczenie wzięło głęboki oddech. Heavy nie jest w stanie odnaleźć swoich własnych stóp.
       Wtedy zapala się światło nad jej głową. Dziewczyna odwraca się przez ramię, strząsając kare włosy. To Aero stoi przy włączniku.
       Heavy podnosi wzrok i zauważa wielką, energooszczędną żarówę, bez żadnego abażuru. Zaraz obok niej wisi jej kopia – ta jednak pozostaje zgaszona.
       - Aero... Taki widok, hm, to takie niesamowite.
       Chłopak wybucha śmiechem, stojąc oparty plecami o czarną ścianę. Wszystkie ściany są czarne.        Pokój jest kwadratowy i ma tylko cztery, czarne ściany. Ledwie da się odnaleźć połyskującą klamkę od drzwi.
       - Poczekaj moja droga Ziemianko. Zaraz się zachwycisz.
       „Ziemianko". Aero nazywał ją tak odkąd NASA w 2100 roku z powodzeniem przeprowadziło misję wysłania pierwszych ludzi na Marsa. Było to zaledwie 5 miesięcy temu, a już teraz wydaje się, że Mars to przeżytek.
       Chłopak przybliża się. Odchyla bok swojej klasycznej, skórzanej kurtki i odlepia przyczepiony do jej wewnętrznej strony foliowy woreczek. Kawałek taśmy, którym przyczepiony był pakunek, przykleja znowu do ubrania. Unosi go na wysokość swoich oczy i Heavy dostrzego dyndającą w środku parę okularów.
       - Daj ręce – słyszy.
       Pośpiesznie złącza dłonie ze sobą, tworząc podstawkę. Aero, trzymając woreczek za górny róg, ściska jego napompowany środek dwoma palcami.
       Trach! Torebka eksploduje, a Heavy mimowolnie odwraca głowę. Na jej rękach ląduje zawartość.
       Ubierz je na głowę. Tylko nie zsuwaj jeszcze na oczy!
Heavy prycha z rozbawieniem, widząc jak zaangażowany jest jej partner. Po woreczku zostaje tylko twarda, prostokątna płytka, którą Aero podnosi z ziemi i wsuwa za pazuchę. Odbiera od dziewczyny swoje okulary i zahacza je o uszy.
       - Gotowa? - mówi z uniesieniem. - Trzy, dwa, jeden...
       Heavy zsuwa szkła z czoła. Nastaje chwila ciszy.

piątek, 10 lutego 2017

Rozdział 3 | Zatopiona wyspa

Podobny obraz
uwielbiam te gify haha ale to już ostatni i promise

       Otwierając oczy Kiara nie wiedziała jeszcze, co ją czeka. Czuła tylko ból i większe zmęczenie, niż przed uśnięciem. Jak w ogóle do tego doszło, że zamknęła powieki? Jak mogła zasnąć, będąc świadkiem takiego zdarzenia?
       Z ulgą stwierdziła, że Raven śpi obok.
       Ostrożnie podciągnęła się na gałęzi. Okropnie bolały ją plecy. I szyja. Głowa w sumie też. Słońce powoli przebijało się przez gałęzie. Kiara objęła wzrokiem to, co pozostało z lasu.
       „Leśne duchy już na pewno uciekły” - pomyślała. Jeszcze kilka dni wcześniej ta myśl napełniłaby ją spokojem i radością, lecz teraz była tylko dodatkowym obciążeniem. Skoro nawet duchów już nie ma to... kto oprócz nich się ostał?

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Rozdział 2 | Słońce i chmury


       Kiara spędziła kilka dni nie wychylając nosa poza drzwi jej domu. Dziwne, nowe znamiona na jej ręce wolno się goiły. W dodatku miała wrażenie, że wszyscy we wiosce są na nią obrażeni.
       Plemię, do którego należała dziewczynka, zajmowało tereny wyspy, nazywanej przez nich Kolor, na oceanie Adriatyckim. Nie był to duży teren. Jednak wystarczał, aby pomieścić wszystkich członków ich rdzennej narodowości.
       - Kiara.
       Dziewczynka obróciła głowę w stronę swojej matki.
       - Musisz coś zjeść.
       Mała blondynka nie mogła się się zbyt dużo sprzeciwiać opiekunce. Wstała ze swojego posłania i podeszła do stołu.

sobota, 14 stycznia 2017

Rozdział 1 | Jasnowłosa


       - Teraz ty gonisz!
       - Co?
       - Pstro, jesteś berkiem i masz nas łapać, kiedy my uciekamy.
       - Ale ja niedawno goniłam, teraz powinna być kogoś innego kolej!
       Mała dziewczynka założyła pulchne ramiona na piersi, patrząc z niezrozumieniem na starsze od siebie dzieci. Najwyższy z chłopców spojrzał na nią wykrzywiając usta w uśmiech, który można kierować co najwyżej do jakiegoś brzydkiego robaka.
       - Albo będziesz berkiem, albo się już nie bawisz - mruknął z satysfakcją.

piątek, 6 stycznia 2017

Epilog | Część 2


       Siedzę na łóżku i przeglądam stary zeszyt, który wpadł jakimś cudem w moje ręce. Czytam wiersze mojej mamy, jej zapiski i notatki.

       Daleko stąd jest kraina, za tęczą i śniegowymi wzgórzami, gdzie tańczy balerina...

       Patrzę na te słowa bez cienia wzruszenia na twarzy. Wszystko dzieje się w środku. Z jednej strony chciałabym się uśmiechnąć, z drugiej znów rozpłakać.

       Tańczy sen milutki, aby zasnęły wszystkie ludki, te duże i małe,
       Aby ominąć pokusy, które przekleństwa szepczą całe
       Musisz uciszyć głosy z tyłu twej głowy i włożyć maskę
       Pięknej baleriny, która od twojej córeczki odepchnie zasadzkę

sobota, 31 grudnia 2016

wtorek, 6 września 2016

11 | Renegat

Z dedykacją dla Patty;* Super

       Od kilku dni nieprzerwanie pada deszcz. Leonowi to nawet nie przeszkadza, póki spokojnie może siedzieć w domu. Jednak tak jak na niebie nie widać słońca, tak samo nigdzie nie widać Filipe Adams'a. Facet rozpłynął się w powietrzu. Z tego, co usłyszał od współpracowników, Toma i Parkera, rodzina nie okazuje mu wsparcia. Wręcz przeciwnie, próbuje odciąć się od niego i z gniewem reaguje na dźwięk jego imienia. Zupełnie tak, jakby chcieli się wyprzeć wszystkiego, co go z nimi łączy i przekonać wszystkich, że nawet geny mają różne.
       Podczas gdy jego koledzy głowią się nad tajemniczym zniknięciem podejrzanego, on myśli o Violettcie. Nie zdecydował się jej aresztować. Chociaż wie, że powinien. Coś go jednak blokuje i chociaż jest zły i nie może znieść tego, co dziewczyna wyrabia, nie potrafi się przemóc. I może przyrzec, że jest to najgorsze uczucie świata.
Theme by violette